Mija 40 lat…
dodany przez Elżbieta Misiak-Gancarz dnia 2020-11-10
 
2020Nov1012411688590900.jpg

10 grudnia mija 40 lat, od kiedy z rąk króla Szwecji Czesław Miłosz odebrał literacką Nagrodę Nobla. Decyzja o tym fakcie obiegła opinię publiczną 9 listopada.  Każdy wie, że jest to największe wyróżnienie w dziedzinie literatury na świecie. W uzasadnieniu przyznania nagrody czytamy: za to, że "z bezkompromisową jasnością postrzegania wyraził warunki, na jakie wystawiony jest człowiek w świecie ostrego konfliktu".

 

Kiedy Miłosz dostał Nobla, wielu Polaków nie znało jego twórczości, bo poeta przebywał na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Sam Miłosz po latach tak opisywał tę chwilę w "Autoportrecie przekornym":

Kiedy dostałem Nagrodę Nobla, to już całkowicie straciłem kontrolę i tylko włosy wydzierałem z głowy dowiadując się, kim jestem w oczach innych. Zawsze uważałem siebie, na przykład, za poetę dość hermetycznego, dla pewnej nielicznej publiczności. I co się dzieje, kiedy tego rodzaju poeta staje się sławny, głośny, kiedy staje się kimś w rodzaju Jana Kiepury, tenora albo gwiazdy futbolu? Naturalnie, powstaje jakieś zasadnicze nieporozumienie.

Po przyznaniu Miłoszowi Nobla dziennikarze i krytycy literaccy dyskutowali nad politycznymi uwarunkowaniami tej nagrody. Trudno było uznać za przypadek, że otrzymał ją polski emigracyjny poeta w roku utworzenia Solidarności. Nagroda Nobla dla Miłosza interpretowana była jako wyraz poparcia dla politycznych przemian zachodzących we wschodnim bloku tak jak późniejsza Pokojowa Nagroda Nobla przyznana Lechowi Wałęsie. W 1980 roku tak często zarzucano Szwedzkiej Akademii kierowanie się w swoich wyborach pozaliterackimi względami, że akademicy pierwszy raz zrezygnowali z tradycyjnej dyskrecji. Ujawnili, że nazwisko Miłosza od czterech lat pojawiało się na listach kandydatów do nagrody.

Dzięki nagrodzie Nobla Czesław Miłosz stał się popularny także w ojczyźnie, a jego utwory znowu zaczęły być oficjalnie wydawane. Upłynęło jednak wiele lat zanim na stałe zamieszkał w Polsce. 

O tym, że poeta w pełni zasłużył na uznanie odbiorców, czytelników, znawców literatury niech świadczy wiersz:

Moja wierna mowo

Moja wier­na mowo,
słu­ży­łem to­bie.
Co noc sta­wia­łem przed tobą mi­secz­ki z ko­lo­ra­mi,
że­byś mia­ła i brzo­zę i ko­ni­ka po­lne­go i gila
za­cho­wa­nych w mo­jej pa­mię­ci.

Trwa­ło to dużo lat.
By­łaś moją oj­czy­zną bo za­bra­kło in­nej.
My­śla­łem że bę­dziesz tak­że po­śred­nicz­ką
po­mię­dzy mną i do­bry­mi ludź­mi,
choć­by ich było dwu­dzie­stu, dzie­się­ciu,
albo nie uro­dzi­li się jesz­cze.

Te­raz przy­zna­ję się do zwąt­pie­nia.
Są chwi­le kie­dy wy­da­je się, że zmar­no­wa­łem ży­cie.
Bo ty je­steś mową upodlo­nych,
mową nie­ro­zum­nych i nie­na­wi­dzą­cych
sie­bie bar­dziej może od in­nych na­ro­dów,
mową kon­fi­den­tów,
mową po­mie­sza­nych,
cho­rych na wła­sną nie­win­ność.

Ale bez cie­bie kim je­stem.
Tyl­ko szko­la­rzem gdzieś w od­le­głym kra­ju,
a suc­cess, bez lęku i po­ni­żeń.
No tak, kim je­stem bez cie­bie.
Fi­lo­zo­fem ta­kim jak każ­dy.

Ro­zu­miem, to ma być moje wy­cho­wa­nie:
glo­ria in­dy­wi­du­al­no­ści od­ję­ta,
Grzesz­ni­ko­wi z mo­ra­li­te­tu
czer­wo­ny dy­wan pod­ście­ła Wiel­ki Chwał,
a w tym sa­mym cza­sie la­tar­nia ma­gicz­na
rzu­ca na płót­no ob­ra­zy ludz­kiej i bo­skiej udrę­ki.

Moja wier­na mowo,
może to jed­nak ja mu­szę cie­bie ra­to­wać.
Więc będę da­lej sta­wiać przed tobą mi­secz­ki z ko­lo­ra­mi
ja­sny­mi i czy­sty­mi je­że­li to moż­li­we,
bo w nie­szczę­ściu po­trzeb­ny ja­kiś ład czy pięk­no

Skorzystała ze źródeł internetu i garść słów dorzuciła:

 

E. Misiak-Gancarz

Zdjęcie /Jerzy Undro /PAP



       




       





Copyright © ZSKU KROSNO 2020